Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIY. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 lutego 2011

Jedzenie w górach - paczki śniadaniowe

Kiedyś, przeszło rok temu pisałem o batonach energetycznych własnej roboty. Teraz kolej na moje paczki śniadaniowe.

Paczki te przygotowuję przed samym wyjazdem, bo nie wiem jak z ich trwałością. Teoretycznie wszystko to produkty przetworzone i po otwarciu można je przechowywać przez jakiś czas, ale lepiej nie ryzykować. Pakuję w woreczki strunowe odpowiedniej wielkości - moje mają bodajże 100x250mm. Próbowałem w zeszłym roku wkładać taki woreczek do metalowego kubka o średnicy 10cm służącego mi za menażkę i zalewać wrzątkiem w woreczku, by uniknąć brudzenia kubka. Niestety nie sprawdziło się - co prawda smaku plastiku nie wyczuwałem, ale woreczki od temperatury i tak się dziurawiły.

Ale do rzeczy - co jest w takiej paczce? 

Bazę stanowią trzy rzeczy:

1. Kaszka dla dzieci - są różne smaki i warianty. Ja osobiście lubię najbardziej bananową, ale to kwestia gustu.


2. Mleko w proszku - granulowane, takie jak na zdjęciu używałem najczęściej.


3. Otręby - zawszę sypie pszenne, ale są również różne wersje smakowe granulowanych otrębów, których próbki często można spotkać właśnie w pszennych :)


Składniki sypię od razu do woreczków. Pierwsze z dwóch powyższych składników trzeba dopasować ilościowo - na kaszce jest zawsze instrukcja jaką ilość kaszki trzeba zalewać jaką ilością mleka, tak samo na mleku - zawsze możemy znaleźć informacje ile gram czy łyżek potrzeba na przygotowanie szklanki czy 100ml mleka. Ostatnio było to bodajże 5 łyżek kaszki na 4 łyżki mleka.

Gdy wyliczymy odpowiednie porcje wsypujemy kaszkę i mleko do worka, a następnie mieszamy z otrębami. Otrębów nigdy nie sypię w określonej ilości, choć zazwyczaj wychodzi, że są to 4 łyżki. Tutaj zależy od tego jak bardzo lubimy otręby, choć polecam ich stosowanie - stanowią dobre wypełnienie żołądka, a i późniejsze funkcjonowanie układu trawiennego zapewniają dobre :) Jak ktoś dostanie płatki owsiane czy ryżowe błyskawiczne, to można pewnie nimi zastąpić otręby.

Wymieszanie dokładne tych składników na tym etapie, ułatwia późniejsze rozmieszanie po zalaniu wrzątkiem.

Gdy mamy bazę możemy pomyśleć o dodatkach. Generalnie podstawowe możliwości to - płatki śniadaniowe, muesli czy bakalie. Z ogromnej oferty płatków możemy wybierać tak, żeby każde śniadanie było inne, a i tak szybko nie skończą nam się możliwości.




Ostateczny efekt wygląda na przykład tak:



Dlaczego moim zdaniem warto zrobić sobie takie paczki na wyjazd w góry? 
  • Przede wszystkim łatwość przygotowania - przed wyjazdem nie ma z tym dużo roboty, a na wyjeździe wystarczy zalać wrzątkiem.
  • Jest to posiłek dość zbilansowany - w mojej ważącej ok. 160g porcji jest: 555 kalorii, 24g białka, 108g węglowodanów, 3g tłuszczu. Na tyle, o ile znam się na tym, to trochę mało tłuszczu do całkowitego zbilansowania, ale poza tym jest całkiem ok.
  • Duża "pakowność" i niska waga - woreczki całkiem ładnie dają się układać w plecaku i wypełniają luki w przestrzeni; jeśli chodzi o niską wagę, to mam tu na myśli stosunek wagi do wartości odżywczych - porównywalne z "profesjonalnymi" liofilizatami.
  • Niska cena - koszt pojedynczej porcji śniadania liofilizatów Travellunch to 14zł. Mnie kosztowało mniej więcej tyle samo 5 porcji, do tego trochę większych niż liofilizaty.
  • Smak - naprawdę niezły. Może jedynie otręby mogą sprawiać wrażenie "trocin" w ustach, ale poza tym kaszka + bakalie = pychota :)
Oczywiście powyższe wartości odżywcze i cena są orientacyjne - choć na pewno nie dalekie od prawdy. Zależy tutaj też wiele od składników które użyjemy - różni producenci to różne wartości odżywcze i ceny.

Paczka taka jest dobra do zjedzenia przed wyruszeniem na szlak - jest lekko strawna, szybko się przygotowuje i mnie trzyma dość długo, choć to na pewno zasługa sypania dużej ilości otrębów i indywidualnych cech organizmu. Można niby kupić sobie gotowe owsianki, czy kaszki w małych opakowaniach, ale prawdę powiedziawszy ja się nimi nie najadam i wolę swoją własną produkcję :)

wtorek, 23 lutego 2010

Przepis na batony energetyczne

W związku z uwielbieniem do przygotowanego samodzielnie jedzenia przygotowałem domowej roboty batony energetyczne. Przepis, z którego korzystałem podawał na swoim blogu Piotr Antkowiak. Podaje on taki ich opis:

"Batony są łatwe i tanie w produkcji. Ich kaloryczność przebija nawet kaloryczność chałwy, a przy tym nie są one tak obrzydliwie słodkie jak chałwa czy batony czekoladowe (snickersy, marsy i inne). Batoniki zawierają wszystkie niezbędne składniki odżywcze w proporcjach wystarczających do codziennego ich spożywania nawet podczas długotrwałych wycieczek. Dodatkowo mają one bardzo dużo błonnika co jak wiadomo ma zbawienny wpływ na działanie naszego przewodu pokarmowego, szczególnie kiedy nasza dieta złożona z liofilizatów i żywności wysoko przetworzonej. Batony są super kiedy warunki nie sprzyjają gotowaniu i robieniu obiadów ale jedzenie słodkich batonów na dłuższą metę jest nieznośne i niezdrowe. Tymi batonami można zastąpić każdy posiłek. Trzeba pamiętać tylko o wypijaniu odpowiedniej ilości płynów."
 Jak dla mnie zachęcające, zwłaszcza po przeczytaniu wyliczonych przez PA faktów o wartościach odżywczych - ale te podam na koniec. Zebrałem więc składniki: masło orzechowe, miód, melasę buraczaną, płatki owsiane błyskawiczne, pełne mleko w proszku i otręby. To składniki z pierwotnego przepisu - ja u siebie skorzystałem jeszcze z: szaszetki czekolady na gorąco La Festy Marcepanowej, łuskanych ziaren słonecznika i rodzynek. Proporcje składników wyglądają następująco:
  • 4 łyżki masła orzechowego
  • 2 łyżki miodu (ja używam gryczanego, bardziej mi smakuje)
  • 2 łyżki melasy buraczanej 
  • 9 łyżek płatków owsianych błyskawicznych
  • 6 łyżek pełnego mleka w proszku
  • 6 łyżek otrębów (ja dałem pszenne)
Wszystkie składniki raczej nie powinny stanowić problemu w zakupie, można w trakcie wizyty w hipermarkecie wszystko nabyć, choć melasę buraczaną przyjdzie nam dłużej poszukać - w hipermarkecie może być tam gdzie cukry lub żywność ekologiczna lub miód. Jeżeli nie znajdziecie, to podobno zdarza się ją spotkać w różnych innych sklepach, ale najpewniejszym miejscem będą sklepy ze zdrową żywnością. Jest również na allegro, jeśli ktoś mieszka w bardzo małej miejscowości i nie znajdzie u siebie, lub nie ma czasu szukać. W kategorii Delikatesy szukajcie po frazie "melasa" lub "syrop buraczany". Zawsze kilku sprzedawców ma różne rodzaje. Na drugim zdjęciu poniżej to ten słoik po lewej.
Pisząc "łyżka" jako jednostka wielkości, mam na myśli łyżkę stołową, na którą nabierałem - poza miodem i melasą - składników "czubato".  Poza tym potrzebowałem jeszcze dwóch misek, łyżki, mikrofalówki i foremek :)
Oto bohaterowie spektaklu:

A po kolei robiłem to tak:
  1. Wyłożyłem masło orzechowe, miód i melasę do miski porcelanowej i wstępnie wymieszałem. Nie trzymaj składników w lodówce, jeśli nie ma takiej potrzeby - na przykład nie otwierałeś żadnego słoika jeszcze.


  2. W drugiej, większej misce - nadającej się do używania w mikrofalówce - wymieszałem składniki sypkie. Gdy dodawałem rodzynek zmniejszyłem trochę ilość płatków owsianych, a używając czekolady na gorąco w proszku nic nie zmniejszałem :)

  3. Gdy miałem przygotowane obie mieszanki, pierwszą podgrzałem w mikrofalówce aż zrobiła się bardzo płynna. Jednak gdy za mocno przegrzałem mieszaninę to dziwnie spulchniała - połączyła się potem z resztą, ale niestety trudniej. Jeżeli nie boicie się spoglądania w okienko mikrofalówki to dobry moment na wyjęcie mikstury to pojawienie się pierwszych bąbelków na powierzchni. UWAGA! Miska może być bardzo gorąca!
  4. Po odpowiednim podgrzaniu od razu wlałem wszystko do produktów sypkich i wymieszałem Niestety dobre połączenie wszystkiego zajmie trochę czasu. Po pierwszym, porządnym wymieszaniu całość podgrzałem znów i znów wymieszałem. Nie przejmujcie się grudkami za bardzo, ostatecznie nie udało mi się ich całkowicie pozbyć. Ważne jest tylko, by wszystko było ze sobą połączone i nie rozsypywały się płatki, czy proszki. (Na zdjęciu jeszcze nie wymieszana do końca porcja)

  5. Po ostatnim podgrzaniu przerzuciłem wszystko do plastikowego pojemnika do przechowywania pożywienia, dobrze ubiłem (w tym momencie grudki powinny się ze sobą ładnie połączyć) i wystawiłem na balkon (jest zima), można też oczywiście wstawić do lodówki.


  6. Po stwardnieniu pokroiłem i zawinąłem każdy baton osobno - w folię spożywczą.
Spróbuje wyliczyć koszty takich batonów. Obliczenia nie będą dokładne, bo nie liczyłem ile gramów wszystkiego użyłem, więc używam wartości "na oko". Miód dostałem, więc też nie wiem ile konkretnie mógł kosztować. W każdym razie raczej zawyżając ceny wyszło mi z obliczeń, że około 1250g produktu kosztowało mnie około 26zł - kupowałem tylko produkty najwyższej jakości, może da się cenę obniżyć kupując część rzeczy np. marek własnych hipermarketów. Wielkość batonów zależy od tego jaką mieliśmy foremkę, jak potniemy itp. Jednak koszt batona przy założeniu jego wagi 50g to w przybliżeniu 1zł. Podobnie podawał pierwotny autor przepisu.

Wartości odżywcze. Dużo zależy od składników, jakich używamy - produkty różnych firm mogą mieć różne wartości odżywcze. Podam więc wyniki obliczeń PA oraz swoje.

Batony PA miały (na 100g):
  • kalorie - 557
  • białko - 13,3 g
  • tłuszcze - 21,6 g
  • węglowodany - 46,6 g
Moje batony mają (na 100g):
  • kalorie - 420
  • białko - 15,2 g
  • tłuszcze - 16,1 g
  • węglowodany - 52,6 g
 Dla porównania Corny Big Bananowy z czekoladą/Corny Big Żurawinowy (na 100g - według www):
  • kalorie - 406/389
  • białko - 6/6,5 g
  • tłuszcze - 13,6/8,6 g
  • węglowodany - 65/71,5 g
Dodajmy jednak, że Corny kosztuje ponad 2zł za sztukę 50g i w składzie ma  m.in. sól, emulgatory i środki spulchniające :)

Przechowywanie. PA pisze, że przechowuje je w zamrażarce i wrzuca do plecaka w razie potrzeby. Zamrażarka na pewno daje nam dużą sztywność batona przed wyjęciem. Czy jednak dłuższe przechowywanie w samej lodówce czy nawet po prostu w szafce może spowodować ich popsucie się? Podejrzewam, że w lodówce nie, możliwe jest, że w szafce również nic by się im nie stało jeśli byłyby przechowywane w suchych warunkach. W składzie jest miód, który był używany w dawniejszych czasach jako środek konserwujący. Nie pokuszę się jednak o podawanie jakichkolwiek terminów przydatności i nie odpowiadam za ewentualnie szkody związane z przechowywanymi batonami. Jednak jestem prawie pewien, że nosząc je w plecaku kilka dni nic się z nimi nie stanie.
Podsumujmy więc. Przepisów na batony energetyczne jest w internecie kilka (ciekawy jest na przykład ten z bloga Vick'a). Jednak jak na razie ich nie testowałem - może w przyszłości spróbuje. Powyższe jednak wymagają jedynie mikrofalówki i mieszania, nie trzeba ich piec, miksować ani jakoś inaczej obrabiać. Wbrew pozorom jakie może sprawiać przepis, robi się je szybko i sprawnie.
W zależności od upodobań smakowych można je wzbogacać o rożne składniki - wydaje mi się, że drobne kawałki suszonych bananów, jabłek, żurawiny czy gruszek mogłyby spokojnie być dodane. Tak jak ja dodałem czekoladę na gorąco w proszku, można dodać kakao - najlepiej naturalne, a nie słodkie napoje kakaowe do rozpuszczania. Cynamon, kardamon czy inne przyprawy? Orzechy? Też nie byłoby problemu. Może i nawet polewą można by wzbogacić całość, ale to już może będzie przesada :)

    poniedziałek, 22 lutego 2010

    Przeróbka - Termos Tatonki 0.7l

    Myśląc ostatnio o sprzęcie na zimowy wyjazd nie mogłem pominąć termosu. Gorący earl grey w mroźny dzień to wspaniały wspomagacz motywacji :) Przypomniało mi się jednak, że termosy Tatonki z odkręcanym korkiem - i z tego co mi wiadomo, również innych firm - mają pustkę wewnątrz tego korka właśnie. Ma to na pewno wpływ na utrzymywanie ciepła napoju, przy pojemności 0.7l pustka ta jest dość duża i prowadzi do wymiany ciepła napoju z otoczeniem. Jak duże straty mogą to być - nie wiem. Jednak przy niskim nakładzie pracy i kosztów myślę, że warto zrobić to co ja.

    Korek w termosie wygląda następująco:

     

    Musimy podwadzić wewnętrzną część - dekielek - ostrym narzędziem. Na zdjęciu powyżej, dla lepszej orientacji, dekielek jest już trochę podważony - normalnie jest wciśnięty dokładnie i nigdzie nie odstaje.


    Po wyciągnięciu dekielka zobaczymy coś takiego:


    Właśnie tą pustkę musimy czymś wypełnić. Czytałem pomysł, żeby wypełnić to pianką montażową/izolacyjną - nie najgorszy, bo pianka jest bardzo lekka, ale niestety nie miałem pod ręką ani grama :) Użyłem więc czegoś, co większość mieszkań zazwyczaj ma na stanie - zwłaszcza, gdy mieszkają w nim kobiety:


    Zwykłe waciki kosmetyczne, wykonane z waty będą całkiem nieźle izolowały. Cóż, nie jest to puch albo primaloft, ale na zastosowanie jak w naszym przypadku powinno wystarczyć. Dobrze sprawowałaby się pewnie też zwykła wata, może nawet lepiej, bo łatwiej byłoby nią wypełnić przestrzeń - ważne wtedy byłoby dobrze ubić/napchać watę by była mocno ściśnięta wewnątrz.


    Pierwszą warstwę zrobiłem z kilku wacików, jeden na drugim i upchałem jak najciaśniej. Następnie pojedyncze waciki układałem, dbając by każdy był dobrze wciśnięty. Wypełniłem w ten sposób przestrzeń do widocznej krawędzi, gdzie korek rozszerza w miejsce, gdzie wchodzi dekielek. Na koniec dwa waciki położyłem od wewnętrznej strony dekielka i wcisnąłem całość do głównej części korka.


    Wskazówka 1 - oba waciki w korku układałem pojedynczo i wpychałem jak robiąc tarte :) Środek na płasko, a krawędzi trochę do góry. Na to drugi wacik. Trzeba uważać by nie weszły na wewnętrzną krawędź. Ciężko to wytłumaczyć słowami, jednak nawet przy braku zdolności manualnych każdy sam powinien dojść do tego, jak to zrobić.
    Wskazówka 2 - moim termosie dekielek posiada dwa wgłębienia, pasujące do wypustek w korpusie korka. Trzeba zwrócić uwagę by dopasować jedno do drugiego w trakcie zamykania korka. Wgłębienia w dekielku:


    Całość roboty nie powinna nam zająć więcej niż 5 minut. Jak zmniejsza się dzięki temu utrata ciepła - nie wiem. Jednak nawet jeśli niewiele by to dało, to mamy satysfakcję, że przerobiliśmy własny sprzęt :]

    Korekta parę godzin później: Wpadło mi do głowy, że niestety dekielek może nie być szczelny. Po testach w zlewie waciki wewnątrz były delikatnie wilgotne. Nie wiem czy odparowywałaby ta wilgoć, czy zrobiłby się grzyb, dlatego na wszelki wypadek wkleiłem wieczko superklejem. I tak w końcu nie ma potrzeby go wyciągać, prawda? :]